wtorek, 30 sierpnia 2016

"Brzydkie słowa" i małe dzieci

Dziś rano idąc do pracy przechodziłam obok osiedlowego przedszkola. Nagle usłyszałam głośną rozmowę. A w zasadzie nie rozmowę tylko prawie niczym nie przerywany monolog.
Jakaś ogromna, młoda kobieta (tak z XXXL) wydzierała się na idących za nią dwóch chłopców, 3 i 4 lat z wyglądu.
- Ta stara k......
Usłyszałam.
- Kto mamo? - zapytał starszy chłopczyk.
- Ta stara k..., Wasza babcia!

Nie, Pani była całkiem trzeźwa. Prowadziła swoje dzieci do przedszkola, bo jak za chwilę usłyszałam, spieszy się do pracy.
- Krzysiu, ch... jeden, pospiesz się k.... bo nie zdążę. 
- No szybciej, bo powiem ojcu. Niech k... wstaje o piątej i Was prowadza, bo ja nie mam k... czasu.
- Idziesz czy nie idziesz?

I już na schodach prowadzących do wejścia głównego do przedszkola:
- Jak wp.... jednemu i drugiemu to będziecie chodzić jak w zegarku. Co k.... myślicie, że będę na Was czekać?

Straszna scena. 
I to nie dlatego że Pani klęła na potęgę, ale bardziej dlatego że nic a nic się nie krępowała.
Przechodnie, inni rodzice prowadzące dzieci, pracownicy przedszkola. Dla niej ten język jest normalny!



Sięgnęłam pamięcią, kiedy moja czterolatka wróciła któregoś dnia z przedszkola i z niewinną minką zapytała: 
- Mamo, co znaczy słowo d..a? To bardzo brzydko prawda?
Michaś (Piotruś, Franuś itd.) tak mówił w przedszkolu.

I tu wtręt dla różnej maści informatorów (tak dziś nazywa się tych, których kiedyś nazywano donosicielami) - nie chodziło absolutnie o obecnego prezydenta którego nazwisko tak samo się zaczyna i kończy :)

Zanim zaczęłam tłumaczyć dziecku o co chodzi z tą d... muszę powiedzieć, że u nas w domu brzydkich słów się nie używa.
Mąż nie przeklina wcale, nawet jak opowiada pikantny dowcip to potrafi umiejętnie wypipać słowa na k.

Ważne, żeby nie nadawać nadmiernej wagi przekleństwu, w ustach dziecka. 
Kiedy dziecko uzmysłowi sobie, że "brzydki wyraz" powoduje, że jego ojciec i matka, dotąd zajęci swoimi sprawami kierują na niego całą swoją uwagę - będzie go powtarzać wielokrotnie zadowolone z efektu.
Odwrotnie też jest źle. Nie wolno bagatelizować i nie zauważać fascynacji dziecka nowo poznanym, soczystym słowem. Wiadomo wszak, że zakazany owoc smakuje najbardziej!
Warto wtedy wyjaśnić maluchowi, że takie zachowanie sprawia przykrość mamie i tacie. Że w waszej rodzinie tak się nie mówi, mimo, że inni ludzi używają brzydkich słów, my tego nie robimy.
Powtarzaj to za każdym razem, gdy dziecko przeklnie.



2 komentarze:

  1. Jak to pięknie brzmi uczyć dziecko łaciny… Świat schodzi na psy…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, najbardziej mnie zdumiało, że matka nic sobie nie robiła z obecności innych ludzi. Tak bez wstydu. A ponadto jestem pewna, że panie z przedszkola na pewno słyszały te przekleństwa. I nic...

      Usuń

Najpopularniejsze teksty miesiąca