Wyprawa pociągiem do Susza, czyli jak „japonka” nas pokonała
Przyszła dziś pora na opowieść związaną z miastem Susz. Z miastem tym wiąże się kilka naszych ciekawych historii, ale ta jedna, z rybami i niesamowitą podróżą w tle, na długo zapadła w pamięć. Było to ze 40 lat temu i wszystko zaczęło się w pracy. Jeden z kolegów opowiadał z wielkim entuzjazmem, że na mało znanym jeziorku w Suszu „japonka” bierze jak szalona. – Warto się wybrać, połowimy! – zachęcał. Jak powiedział, tak zrobiliśmy. W najbliższą wolną sobotę stawiliśmy się na stacji bardzo wcześnie rano. Nasz pociąg miał planowo dotrzeć do Susza między czwartą a piątą rano. Wzięliśmy wędki, zaopatrzyliśmy się w solidny zapas robaków, zrobiliśmy też ciasto. Jednak już na peronie zrobiło się trochę dziwnie. Do porannego pociągu wsiadło zaskakująco wielu mężczyzn... i wszyscy z wędkami! Początkowo myśleliśmy sobie: – E tam, pewnie nie jadą do Susza. Może dalej, na Jeziorak do Iławy, albo wysiądą gdzieś po drodze – na jeziorze Dąbrówka czy w Prabutach. Kiedy jednak pociąg ...







