Podróż na trasie Poznań - Bydgoszcz, czyli uprzejmy konduktor

 

Siemaszko kochani, dziś w naszych podróżach koleją zabieramy Was do Poznania.🚆
Dzisiejszą opowieścią chcemy pokazać, że pracownicy kolei potrafią być naprawdę wyjątkowi. Na naszej podróżniczej drodze niemal zawsze spotykamy się z ich ogromną życzliwością.

Niedawno spędziliśmy kilka bardzo przyjemnych dni w Poznaniu (pewnie jeszcze kiedyś o tym napiszemy!), ale nadszedł czas powrotu do Tczewa przez Bydgoszcz. Jak wiecie z poprzednich wpisów, lubimy podróżować z przesiadkami, korzystając z pociągów regionalnych. Tym razem również tak zaplanowaliśmy trasę. Połączenie było idealne – wyjazd z Poznania przypadał akurat na godziny wymeldowania z hotelu, a w Bydgoszczy mieliśmy mieć komfortowe 15 minut na przesiadkę w kierunku Tczewa.

Wyruszyliśmy punktualnie. Niestety, już na drugiej stacji za Poznaniem (nawet nie pamiętamy jej nazwy) pociąg nieoczekiwanie się zatrzymał. Postój przedłużał się, a my zaczęliśmy się niepokoić. Akurat trwała kontrola biletów, więc poinformowaliśmy pana konduktora o naszej przesiadce. Poprosiliśmy, by zgłosił opóźnienie i spróbował załatwić, aby pociąg do Tczewa na nas poczekał.
Ruszyliśmy dopiero po 15–20 minutach, czyli dokładnie wtedy, gdy nasz czas na przesiadkę stopniał do zera. Po około pół godzinie jazdy podszedł do nas nasz konduktor. Z serdecznym uśmiechem oznajmił, że ma dla nas dwie wiadomości: złą i dobrą. Poprosiliśmy najpierw o tę złą.

Okazało się, że pociąg regionalny z Bydgoszczy do Gdańska niestety na nas nie poczeka. Zrzedły nam miny, ale konduktor od razu nas uspokoił. Przeszedł do dobrej wiadomości: specjalnie dla nas w Bydgoszczy zatrzyma się i poczeka pociąg Intercity (jadący chyba ze Śląska lub z Łodzi), który zabierze nas w stronę domu bez żadnych dodatkowych opłat!

Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Ten wspaniały człowiek osobiście o wszystko zadbał, porozumiał się z kierownikiem tamtego pociągu i wypisał nam poświadczenie o opóźnieniu oraz utracie skomunikowania. Jak powiedział, tak zrobiliśmy. W Bydgoszczy bez stresu wsiedliśmy do Intercity. Znaleźliśmy wolne miejsca, a tamtejsza drużyna konduktorska już o nas wiedziała, więc przy sprawdzaniu biletów nie było najmniejszego problemu.

Ciekawostka jest taka, że w drodze ten pociąg wyprzedził nasz „uciekający” pociąg regionalny! W efekcie byliśmy w Tczewie jakieś 20 minut wcześniej, niż gdybyśmy pojechali zgodnie z pierwotnym planem.

Piszemy o tym na naszym blogu specjalnie po to, by z pełnym przekonaniem przypomnieć, że podczas naszych wieloletnich podróży 99% napotkanych kolejarzy to ludzie uśmiechnięci, życzliwi i niezwykle pomocni.

Do zobaczenia przy następnej opowieści!

Komentarze

Popularne posty