Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2016

Łatwiej ubrać czy nakarmić?

Łatwiej ubrać czy nakarmić? - oto prawdziwie hamletowskie pytanie matki nastolatki.

Gdybym miała syna, powiedziałabym bez wahania: łatwiej ubrać.
Dżinsy, koszulka i jakieś buty. No właśnie dla chłopaka - jakieś buty. Ale nie dla dorastającej, chcącej się podobać, młodej dziewczyny (oczywiście córeczko, młodej kobiety chciałam powiedzieć :)).

- Buty są wyrazem mojej osobowości - powiedziała mi którego razu córka, gdy z zakupów z Tatą przywiozła sobie konstrukcję będącą połączeniem wędkarskich kaloszy z korytkiem dla świń.
Przynajmniej dla mnie nowy nabytek tak wyglądał.

No drogie mamy, łatwo nie jest. Zarówno bluzeczki, sweterki, koszulki czy kurteczki bardzo szybko stają się niemodne, passe...

A najgorzej jest z butami. 
- Kochanie, a te piękne czerwone szpilki, kupiłaś je zaledwie 2 tygodnie temu. Dlaczego nie możesz w nich iść na imieniny do Oli?
- Mamo, chcesz, by mówili o mnie, że chodzę w rzeczach z lumpeksu albo ciągle w tym samym?
W zeszłym tygodniu byłam na koncercie w tych szpilkach i…

A wszystko te czarne oczy :)

W poprzednim odcinku napisałam o wózku, a przecież powinno być chronologicznie i trzeba opowiedzieć jak to było z narodzinami. Jak zwykle chaotyczna mama za szybko przeskoczyła do przodu :)

No cóż, urodę (no chyba masz ładną mamę?) odziedziczyłaś po mnie. Kiedy trafiłam do szpitala, na porodówkę, okazało się, że są jakieś problemy. Cesarka spowodowała, że dłuższy czas byłam "jak przymulona" za to Ty wcale się nie wymęczyłaś podczas porodu.
I tu kolejna opowieść, która jest prawdziwa, mimo, że brzmi jak anegdota.

Moja mama nie mogła od razu przyjechać mi pomóc, bo miała coś ważnego (chyba wujek był chory). Tatuś dostał tylko 3 dniu urlopu i dlatego poprosiliśmy, by na tydzień przyjechała mama taty.
Twoja babcia przyjechała po Ciebie (i po mnie of course) do szpitala. 
Pielęgniarka wyniosła jej Ciebie, mówiąc, że z żalem wydają pupilkę, najpiękniejsze dziecko na oddziale!

A babcia?
Babcia jak Cię zobaczyła omal nie padła trupem. Zapytała się nawet pielęgniarki, czy to naprawdę jej wn…

Wózek dziecinny

Jak chyba każdy/każda z Was, tak i ja mam różne wspomnienia z czasów gdy moje dziecko było niemowlęciem.
Kiedy tak się zaczęłam nad tym zastanawiać, doszłam do wniosku, że nasz mózg to niezwykły narząd. Dlaczego niektóre zdarzenia tak mocno tkwią w pamięci a inne, wydawałoby się ważniejsze już dawno uciekły. Gdyby nie notes i zapiski...

Dziś będzie o wózku dziecinnym.
Pamiętam go dobrze. Był taki ładny, bordowy z zamszowego materiału. Można go było rozebrać, i kiedy robiło się ciepło robiła się spacerówka.

A wózek kupił nam dziadek. Tak naprawdę to dziadek mojego męża, a pradziadek naszej pociechy. Polubił mnie bardzo, może dlatego, że byłam jego pierwszą, "przyszywaną" wnuczką. 
Dziadek to był ktoś. Żołnierz Września 1939, postawny, silny fizycznie i charakterem mężczyzna. Kiedy w czasach PRL stał w kolejkach, to pilnował porządku. Podpierał się solidną, drewnianą laską i kiedy trzeba, potrafił zrobić z niej użytek (np. gdy ktoś próbował się wkręcić z boku do kolejki :) ).

Dziade…

Moja córka i poczucie humoru

Czytelnicy, po dwóch pierwszych wpisach wiedzą, że niniejszy blog-pamiętnik nie jest pisany od narodzenia córeczki. Inaczej musieli by wytrzymać kilkanaście lat bo doczekać do czasu, kiedy moja córka stanie się nastolatką :)

Dlatego teraz wykorzystuję swoją pamięć, zapiski i notatki i okres dziecięcy przejdę jak burza.

Ale oczywiście, jest tu i teraz. Wspomnienia są przyjemne, warto je przytoczyć, ale moja zmagania :) z nastolatką trwają dalej.
Dziś po powrocie ze szkoły, moja licealistka opowiedziała mi taki dowcip:

Po roku studiów przyjeżdża do domu studentka i od progu woła:
- Mamo, mam chłopaka!
- Świetnie córeczko, a gdzie studiuje?
- Ależ mamo, on ma dopiero dwa miesiące!

Prawda że śmieszne. Obiecuję, będzie tego więcej!



Mamo skąd ja się wzięłam?

Mamo skąd ja się wzięłam?
To pytanie wcześniej czy później usłyszy każda mama.

No właśnie córeczko, skąd się wzięłaś?
(dla podekscytowanych czytelników wyjaśniam, nie będzie to edukacja seksualna, opis pozycji czy studium stosunku. Więc jeśli na to czekacie, to się nie doczekacie :)).

O mały włos, a nie pojawiła byś się na świecie. Poznałam Twojego Tatę w pewnej małej miejscowości pod Poznaniem, gdzie byliśmy razem na zawodach sportowych. Była zima, i nie chciało mi się jechać, tym bardziej, że pociąg do Poznania był mocno opóźniony. 
Już, już miałam wracać do domu, kiedy podeszła do mnie koleżanka, która jak się okazało, jechała tym samym pociągiem.
I tam poznałam tatusia, siadł obok mnie na kolacji i od razu wiedziałam że to ten. A czy ona tak pomyślał? - zapytaj Go sama.

A, i żebyś nie myślała, że za łatwo mu poszło. Co to to nie. Będąc razem na tych zawodach, poszliśmy na tańce (tak tak, Twój Tata jak chce to tańczy :)), porozmawialiśmy trochę, no i może raz pozwoliłam się pocałować. 
A p…

Pamiętnik matki nastolatki - nazwa

Zanim rozpoczęłam pisanie tego bloga, podzieliłam się tym pomysłem z moją córką.
Domyślacie się, że powstała różnica zdań :) ale o dziwo, nie poszło o sam fakt powstania bloga a raczej o jego tytuł.

- Mamo, ale tytuł jest słaby...
- A czemu córeczko?
- Jak go przeczytałam, skojarzyło mi się, że jest to pamiętnik nastolatki, która wcześnie została mamą!

Po chwili zastanowienia przyznałam jej rację, że i tak to można odczytać. Ale w końcu tytuł bloga powinien wpadać w ucho i być intrygujący, tak by zachęcić do czytania!

Po chwili (dłuższej niż u mnie) córka przyznała mi rację i tak tytuł bloga został uratowany "Pamiętnik matki nastolatki"

Zapraszam do lektury!