Nasza wyprawa koleją do Angermünde (Niemcy)
Nasza wyprawa koleją do Angermünde (Niemcy)
Kilka lat temu, w majowy weekend, postanowiliśmy wybrać się w podróż koleją do Szczecina. Jak to mamy w zwyczaju, całą trasę pokonaliśmy pociągami regionalnymi. Najpierw ruszyliśmy do Słupska, gdzie czekała nas ponad półtoragodzinna przesiadka. Zupełnie nam to jednak nie przeszkadzało – wręcz przeciwnie! Ten czas wykorzystaliśmy na spokojny obiad w restauracji niedaleko dworca.
Co ciekawe, mimo że kalendarz wskazywał majówkę, pogoda w Słupsku nas zaskoczyła. Zrobiło się tak zimno, że musieliśmy natychmiast wyciągać z plecaków bluzy i kurtki.
Droga do Niemiec i mała biletowa nauczka
Po dotarciu do Szczecina i zameldowaniu się w hotelu, zaplanowaliśmy wycieczkę koleją do Angermünde. To urocze, 14-tysięczne niemieckie miasteczko leży stosunkowo blisko polskiej granicy.
Kupiliśmy bilety w kasie na dworcu w Polsce, skuszeni majówkową "promocją" z trzydziestoprocentowym rabatem. Szybko jednak okazało się, że przepłaciliśmy! Doświadczeni podróżni na tej trasie kupują bilety bezpośrednio u niemieckiego konduktora za euro, płacąc znacznie mniej niż za nasze "promocyjne" wejściówki.
Niezapomniany klimat niemieckiego szynobusa
Sam pociąg – niemiecki skład, który wyglądał jak żywo wyjęty z czasów NRD – jechał bardzo powoli. Nam to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, była to świetna okazja do spokojnego podziwiania malowniczych krajobrazów za oknem. Mogliśmy również wysłuchać rozmów współpasażerów, głównie Polaków mieszkających w przygranicznych niemieckich miejscowościach, którzy wracali z zakupów w Szczecinie.
Po około 90 minutach podróży dotarliśmy do celu, zauważając na stacji gotowy do odjazdu pociąg regionalny bezpośrednio do Berlina.
Pierwsze wrażenia z Angermünde
Sama stacja kolejowa zrobiła na nas dość przygnębiające wrażenie. Ponieważ kręciło się tam sporo bardzo zaniedbanych osób bezdomnych, szczerze mówiąc, nie czuliśmy się tam zbyt bezpiecznie.
Zupełnie inaczej odebraliśmy samo miasto! W Angermünde spędziliśmy kilka miłych godzin, zjedliśmy pyszne lody i wypiliśmy aromatyczną kawę. Ba, skusiliśmy się nawet na lokalne piwo.
I oczywiście przemierzyliśmy miasteczko wzdłuż i wszerz, odkrywając jego zakamarki.
O tym, co dokładnie zobaczyliśmy, zostawimy jednak na kolejny wpis – o ile niniejsza nasza relacja przypadła Wam do gustu i zasłużyła na polubienia!


Komentarze
Prześlij komentarz